Pomnik Solskiego przed budynkiem teatru, zobowiązuje

Pomnik Solskiego przed budynkiem teatru, zobowiązuje

/Rozmowa z Zuzanną Bojdą, autorką tekstu „Lato 1910” rozmawiali Weronika Siemek oraz Krzysztof Sowa/

Jak trafiłaś do Tarnowa?

Razem z Maćkiem Gorczyńskim jesteśmy studentami wydziału reżyserii dramatu w krakowskiej PWST. Pod koniec zeszłorocznej sesji, po jednym z egzaminów, Kuba Porcari zaproponował nam pracę w teatrze w Tarnowie. Wiem, że to nie pierwszy raz, kiedy tarnowski teatr zaprasza studentów, by mogli stawić czoło prawdziwej scenie, a nie tylko tej ze szkolnych sal. Pewnie ma z tym związek patron tarnowskiego teatru i naszej szkoły – Ludwik Solski, który wystąpi też w naszej sztuce.

Skąd pomysł na tekst?

Pomysł na tekst zrodził się trochę właśnie ze względu na Ludwika Solskiego i 60-lecie teatru w Tarnowie. Ale po kolei… Kuba zaproponował nam adaptację powieści Witkacego „622 upadki Bunga czyli Demoniczna kobieta”. Solski występuje tam jako Dolfio Montecalfi, osoba ważna, mąż tytułowej demonicznej kobiety, pani Akne. Pani Akne zaś jest portretem Ireny Solskiej, wybitnej aktorki. Spodobało nam się, że postaci z powieści mają swoje odbicia w rzeczywistości, że jest jakaś prawdziwa historia tych osób. Czytała pamiętniki, biografie, listy. Dla mnie ważne było, że „622 upadki Bunga” to pierwsza powieść Witkacego, trochę naiwna, pamiętnikowa. Zaczął ją pisać właśnie w 1910 roku. Dopiero stawał się znanym artystą. Dziś wszyscy znamy dalsze losy tych postaci. Witkacy popełnił samobójstwo, Solską dopadła samotność, a przecież miała tylu wielbicieli. Solski? Najstarszy z nich, najdłużej żył…

Czułam nostalgię we wszystkich tekstach dodatkowych, biograficznych, więc złapałam się jej i dotarłam do tamtego lata, kiedy wszystko było możliwe. Tak sobie zawsze dopowiadam.

Z okazji 60-lecia tarnowskiego teatru w spektaklach mają pojawiać się wątki związane z Tarnowem i teatrem. Czy w przypadku „Lata 1910” również pojawią się nawiązania do Tarnowa?

Pomnik Ludwika Solskiego przed budynkiem teatru, zobowiązuje. Na pewno będzie o tarnowskim teatrze i o teatrze w ogóle. Przecież nasz trójkąt Solscy i Witkacy żyli teatrem, sztuką.

Lato 1910, wspomnienie tamtego czasu…?

Lato 1910 w kontekście późniejszych wydarzeń, wydało mi się tym, o czym mogli śnić, za czym tęsknili. Lato 1910 to po prostu nazwa dla tego momentu w życiu, kiedy dopiero jesteśmy przed wyborem. Kiedy najwięcej możemy, ale najmniej wiemy. Wtedy też romans Witkacego z Solską rozkwitał, na jesień wszystko zaczęło się psuć. Jak mówiłam, wtedy zaczął pisać „622 upadki Bunga”. Lato 1910 to takie miejsce, tak sobie to nazywam, które ma każdy. Wspomnienie, w którym można się ukryć, kiedy jest szaro zimno i nie tak, jak miało być.

Jakie prawdy zawarte są w spektaklu „Lato 1910”?

Nie mówiłabym o prawdach. Myślę, że nasz spektakl zawiera tęsknoty.

Scenariusz podzielony jest dość specyficznie: sumienia, drugi trans Solskiej etc., dlaczego? Ma to jakieś znaczenie, czy to kwestia uporządkowania tekstu?

Dla mnie miało znaczenie przy pisaniu. Ponieważ tekst nie jest jedną rzeczywistością. Składa się ze wspomnień, są tu sny, są transy i tak dalej. A w ogóle „trans artystyczny” to jest określenie Solskiej z jej pamiętników. Te tytuły mają związek z cytowanymi fragmentami z „Bunga”, ale też z innych źródeł: pamiętników Solskiego czy Solskiej, z późniejszych dzieł Witkacego Nienasycenia, Tumora Mózgowicza.

Jak oceniasz warunki pracy w Tarnowskim teatrze?

Bardzo dobrze. Zostaliśmy przyjęci, jakbyśmy już tu kiedyś byli. Od razu można się było zabrać do pracy.

Załączniki