Aktualności

Komedia nie musi być wygłupem

28-09-2019

Komedia nie musi być wygłupem

Rozmowa z Dorotą Buchwald – jurorką, autorką tekstów, członkinią ZASP

Na co Pani, jako teatrolog, zwraca uwagę oglądając komedię?

Na to, co jest w środku, pod spodem, pomiędzy. Komedia nie musi być wyłącznie wygłupem, albo serią gagów i dowcipów odwołujących się do bardzo prostego poczucia humoru. Z historii teatru wiemy, że w czasach antycznych komedia obowiązkowo dopełniała klasyczny zestaw teatrologii. Na równi z tragedią była potrzebna do oczyszczenia, do katharsis. Dobra komedia zawsze ma głębszy sens. Zwykle właśnie na to patrzę, w jaki sposób „mądrość” o naturze ludzkiej w formie komediowej może zostać przemycona. Inteligentnie napisania i dobrze zagrana komedia sprawia  wielopoziomową przyjemność. Szukam w komediach wartości, a także dobrego, aktorskiego i reżyserskiego rzemiosła.

Czy ocenianie spektakli komediowych, które różnią się gatunkowo, stanowi trudne wyzwanie?

Tak, jest to trudne. Najbardziej lubię festiwale, na których nie ma nagród i ocen, poza oczywiście nagrodą publiczności, czyli intensywnością braw widowni. Na festiwalach bardzo często rywalizacja spektakli nie jest do końca sprawiedliwa. Przedstawienia przeniesione w inne dla siebie warunki, mogą nagle wiele stracić. Wartością przedstawień jest - oprócz oczywiście ogólnej uniwersalności - także dosyć mocne osadzenie lokalne, w miejscu powstania. Teatry przecież grają na co dzień dla swojej publiczności, z którą wypracowują swoisty rodzaj komunikacji. Te festiwalowe zawody nie zawsze więc są równe. Dla dużych ogólnopolskich konkursów: na przykład na wystawienie polskiej sztuki współczesnej, czy klasycznej, sensowniejsze wydaje mi się to, że jurorzy jeżdżą i oglądają spektakle w ich naturalnym środowisku. Jest to sprawiedliwsze dla oceny i ma się wtedy szerszy ogląd. Dyrektorzy festiwali mają też często problemy z zaproszeniem wybranych przez siebie spektakli z powodów przestrzennych, kosztowych, terminowych itp. Wybór festiwalowy jest więc już jakimś kompromisem i zawsze ocenia się to, co jest, a nie zawsze jest to ten zestaw idealny.

Mimo ponad trzydziestu lat profesjonalnej pracy w teatrze jestem wdzięcznym widzem, bo teatr wciąż bardzo lubię i odbieram bardzo emocjonalnie. Wiem też bardzo dobrze, ile „kosztuje” praca w teatrze, więc ocenianie jest trudne. Dlatego wolę festiwale bez nagród, albo takie gdzie jest nagroda publiczności, a nagroda jury jest tylko dodatkiem. Festiwal jest przecież przede wszystkim dla widzów, a ta profesjonalna ocena jury jest może bardziej komunikatem dla teatru. Ale właśnie te wszystkie uwarunkowania, o których wspomniałam, wpływają na to, że jury nie zawsze ma możliwość sprawiedliwego rozdzielenia nagród.

Jakie są Pani odczucia wobec tego festiwalu?

Jest to dla mnie ciekawe doświadczenie. Komedia nie jest moim ulubionym gatunkiem w teatrze, ale ciekawi mnie i bardzo doceniam wysiłki jej ambitnego realizowania. Uważam, że jest to gatunek w teatrze potrzebny, ale bardzo wymagający jakości i precyzji wykonania. Festiwal komedii, chyba taki jedyny „gatunkowy” w Polsce, jest oryginalny i trzeba trzymać kciuki, aby przyjeżdżały do Tarnowa dobre, inteligentne, mądre i śmieszne przedstawienia, bo wtedy radość dla widzów i jurorów jest wspólna.

Rozmawiała Weronika Nowak