Aktualności

Nazwałbym ten spektakl filozoficzną przypowiastką familijną

03-06-2015

Nazwałbym ten spektakl filozoficzną przypowiastką familijną

/Z Gabrielem Gietzky’m, reżyserem spektaklu Przygody Pędrka Wyrzutka rozmawiały Renata Limanowska i Weronika Siemek/

Przygody Pędrka Wyrzutka są raczej mało znane. Dlaczego wybrał pan ten tekst?
Kultura polska przywraca obecnie utwory Themersona do życia. Themersonowie, tak Stefan, jak i Franciszka jako małżeństwo byli bardzo twórczym, niezwykle ciekawym intelektualnie i duchowo duetem. Wydaje mi się, że ich twórczość jest cenna a równocześnie niezwykle mądra i stąd ten wybór.

Jakie prawdy są zawarte w tej sztuce?
Tekst Przygód Pędrka Wyrzutka jest fascynujący, ponieważ opisany w nim proces indywiduacyjny towarzyszy nam wszystkim przez całe życie. Pędrek jawi się jako postać, która została wrzucona w jakiś kontekst, stając się personą wyobcowaną i pomniejszoną. W tym sensie każda jednostka jest małą wobec całej zbiorowości, która ją otacza. Każdy z nas w pewnym stopniu ma w sobie pewną przestrzeń odrzucenia i ten problem chciałbym poruszyć w przedstawieniu. Pędrek poszukuje swojej tożsamości; pyta o to kim jest i dokąd zmierza. Wiąże się to z kolei z konstytuowaniem tożsamości człowieka, czyli procesem, który dokonuje się nie tylko w dzieciństwie, ale przez całe życie. Ponadto dzięki temu Themersonom udało się wytworzyć w narracji dwoistość głównego bohatera. Z jednej strony obserwujemy postać, która może nam się kojarzyć z dzieciakiem, a z drugiej strony te pytania dotyczące poszukiwania własnej tożsamości towarzyszą nam przez całe dorosłe życie. Każdy, nawet mizernie inteligentny człowiek jest zawsze obarczony jakimkolwiek minimum refleksji filozoficznej nad swoim życiem; podobnie jak nasz bohater.

Czy zgadza się pan ze stwierdzeniem, że Pędrek Wyrzutek to polski Mały Książę?
Wydaje mi się, że taka opinia wynika z naszych polskich kompleksów. Musimy coś do czegoś przyrównać, co wydaje nam się lepsze, żeby nas to dowartościowało. Polacy widzą siebie dopiero w cudzych oczach, a nie w swoich własnych. Nie są w stanie ocenić swojej tożsamości i wartości własnymi oczyma, tylko potrzebują do tego zwierciadła, najlepiej obcej narodowości, i jeszcze lepiej na zachód od Odry. Różnica zasadnicza jest taka, że Mały Książę, nie chcę żeby to zabrzmiało pejoratywnie, odwołuje się do pewnej naiwności dziecięcej, natomiast Pędrek ma w sobie tę dwuwarstwowość, czytelną z jednej strony dla dzieci i z drugiej dla dorosłych. Jestem przeświadczony o tym, że Pędrek jest dziełem filozoficznym na temat życia w wiekszym stopniu niż Mały Książe.

W jaki sposób droga, którą przebywa Pędrek Wyrzutek wpływa na kształtowanie się jego tożsamości?
Pędrek spotyka bardzo różne postacie: ptaka, pingwina, wojskowych, Kapitana Metaferejna, Monnę Antymagattę czy Kapeluszniczkę. W każdej z tych postaci Pędrek ma szansę się przejrzeć i w tym odbiciu weryfikuje samego siebie. W ten właśnie sposób usiłuje odpowiedzieć sobie na pytanie o to, kim jest. Z drugiej strony za każdym razem, kiedy Pędrek spotyka jakąś postać, ona także ma okazję zweryfikować siebie wobec Pędrka, który staje się zwierciadłem à rebours i rzuca nowe światło na tożsamość spotykanych postaci. W tym sensie Pędrek nieświadomie staje się swego rodzaju edukatorem. Ten proces indywiduacyjny odbywa się w dwie strony.

Porusza pan temat poszukiwania tożsamości czy wykluczenia społecznego. Jakiego widza oczekuje pan na widowni?
Zawsze staram się realizować przedstawienia dla dzieci tak, aby uzyskać swego rodzaju podwójną narrację tzn. z jednej strony opowiadam bajkowy świat, który dzieciaki czytają sobie, czyli Przygody Pędrka Wyrzutka. Drugi poziom narracji jest przeznaczony dla dorosłych, aby i oni mogli czerpać z mądrości świata przedstawionego. Nazwałbym ten spektakl filozoficzną przypowiastką familijną.

W jakim wieku odbiór tej powiastki będzie zrozumiany?
Mam nadzieję, że na tyle atrakcyjnie wizualnie ukażemy ten świat, że nawet dla dziecka, które nie zrozumie w pełni treści, formalnie ten spektakl będzie na tyle wciągający, że wychwyci jakiś opowiedziany świat. Myślę że już starsze przedszkolaki i młodsi szkolnicy mogą przychodzić na to przedstawienie, a najlepiej będzie jak wezmą za rękę mamę, tatę, ciocię, wujka, starszą siostrę, czy brata, babcię, dziadka i całą gromadą przyjdą do teatru. Wszyscy znajdą w niej dla siebie przestrzeń do mądrej zabawy. 

Skąd czerpie Pan inspiracje do reżyserowania bajek?
Staram się nie robić tzw. klasycznych bajek. Szukam dla widzów czegoś nowego, intrygującego, czegoś, co nie było jeszcze wystawiane w teatrze. Zawsze próbuję wybierać takie teksty, które dają szansę na wspomnianą już dwupoziomową narrację: przeznaczoną zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

Reżyserzy spektakli dziecięcych często mówią, że nie ma większej różnicy w pracy nad spektaklem dla dzieci i dorosłych.
I chyba tak rzeczywiście jest. Według mnie trzeba zbudować pełną i głęboką psychologię postaci, bez względu na to czy jest to psychologia kota czy Hamleta. Budowanie dramaturgii zdarzeń scenicznych w spektaklu zarówno dla dzieci jak i dorosłych jest tak samo ważne. Natomiast pewna różnica polega na doborze środków. 

Aktor grający w spektaklu dziecięcym powinien mieć specjalne predyspozycje?
Pewną predyspozycją aktorską powinno być poczucie humoru oraz umiejętność przejaskrawiania pewnych rzeczy środkami przekazu. Takie wzmocnienie środków aktorskich pomaga w kreacji świata dla dzieciaków. Jako aktor lubiłem grać dla dzieci ponieważ stanowią oni bardzo wdzięczną publiczność, pozbawioną konwenansu. Aktor ma dzięki temu bezpośredni, szczery i realny feedback, co pozwala mu na bieżąco weryfikować swoją kreację. Dziękuję za rozmowę.


Kulisy Solskiego nr 25 czerwiec/2015